Zimna wojna Angeliny Jolie

poniedziałek 30 sierpnia 2010




Filmów o próbie zabicie prezydenta jednego ze zwaśnionych dawniej mocarstw i rozpoczęcia w ten sposób nowej, nuklearnej odsłony zimnej wojny, w ostatnich 40 latach naprawdę nie brakowało. Po co więc „Salt”, kolejny film o tym samym? Powód jest jeden, to Angelina Jolie w roli głównej.


   Aktorka znana między innymi z małżeństwa z Bradem Pittem, adoptowania dzieci z państw trzeciego świata i występów w serii „Tomb Raider”, wciela się w rolę Evelyn Salt – kobiety-zagadki. Amerykańska agentka CIA na początku, chwilę Źródło: Materiały prasowepóźniej zdekonspirowana na oczach towarzyszy broni rosyjska wtyczka, szpieg przygotowany w Rosji i przerzucony do USA przed wieloma laty, na dodatek planujący zamach na prezydenta. Postawiona nagle przed takimi oskarżeniami Salt – nie tłumacząc wiele – zaczyna uciekać.

   Ścigana przez armię agentów, postać Jolie (która wyznała kiedyś, że zamiast roli kobiety Bonda, wolałaby zagrać samego 007) radzi sobie świetnie: jest przecież jedną z najlepszych agentek swojego (lub tego drugiego) kraju. To kobieca wersja Rambo i – jak okaże się później – bezbłędny Anioł Śmierci. Przy egzekucjach co prawda zdarza jej się mrugnąć, ale ofiara przeważnie nie może liczyć na litość. Doskonała w walce wręcz (może i przesadnie, patrząc na jej drobną posturę), mimo rany postrzałowej i tak biega szybciej niż Tommy Lee Jones w „Ściganym” – jest kimś, kogo każda ze stron wolałaby mieć w swoich szeregach. Salt już jednak wybrała: teraz wykona swoje zadania. Dla kogo to robi i czy wszystko rzeczywiście zawsze jest takie, na jakie wygląda? Odpowiedź dopiero na kilka minut przed napisami końcowymi.

   Dobór wspomnianych stron konfliktu i cała historia, która jest pretekstem do wybuchowych sekwencji na autostradzie i bojowych popisów głównej bohaterki, musi trochę rozczarowywać. USA i Rosja? W 2010 roku?! No, i ten rosyjski arcyszpieg, Wassilij Orlov (Daniel Olbrychski), trenujący dzieci w opuszczonym zamku w Rosji, by później posłać je za ocean i przez lata kazać im tam czekać na dzień X, w którym upadek Ameryki zostanie przez nich przypieczętowany? Może i to powrót do lubianych dawniej, sensacyjnych filmów około zimnowojennych, ale spóźniony i bardzo nierealistyczny. Niby odświeżający dzięki faktowi, że to kobieta pociąga za spust, ale czynienie jej właściwie niepokonaną, to kolejny błąd i mieszanie gatunków.

   Jolie znów gra szpiega, ale inaczej niż w „Panu i Pani Smith”. Tym razem cała scena jest jej. Nieszczególnie może to niestety wykorzystać: prezentuje formę raczej wakacyjną i zdaje się, że chętnie ograłaby coś ambitniejszego niż kopnięcia z odbiciem od ściany w stylu Scarlett Johansson w „Iron Manie 2”. Na drugim planie wybija się Olbrychski, aktor z innego świata, dla którego zabawa w Hollywood i rola jednoznacznie złej postaci musiała być naprawdę łatwa. Długi monolog, który wygłasza swoim zachrypniętym głosem sprawi, że widzowie i krytycy na pewno odnotują jego obecność w filmie. Polak pomaga też tchnąć w tę, widocznie amerykańską, produkcję trochę słowiańskiej duszy, bo niektóre sposoby przedstawienia tam Rosji wołają o pomstę do Kremla – na szczęście nie zabrakło wódki pitej ze szklanek...

   A sam film? Nie wiadomo, do kogo tak naprawdę wyciąga ręce. Próbuje być wakacyjnym block-busterem, ale brakuje mu efektownych scen. Z drugiej strony, przez syndrom Rambo (jeden przeciw wszystkim w otwartej walce) trudno też klasyfikować go wśród klasycznych thrillerów. Nawet ze skomplikowaną fabułą to raczej tylko film sensacyjny, który zamiast fanów stosunków rosyjsko-amerykańskich przyciągnie do kin miłośników Angeliny Jolie. Oni nie powinni przegapić okazji, by w 90 minut zobaczyć swoją ulubienicę na torturach w Północnej Korei, mówiącą po rosyjsku z warkoczem Julii Tymoszenko na ramieniu i wreszcie zabijającą przeciwników (piękna akrobacja na schodach) w stroju i fryzurze Michaela Jacksona. To nie czyni jednak „Salt” solą filmowej ziemi: jeśli film nie okaże się proroczy (reżyser Phillip Noyce nazwał w nim prezydenta Rosji „Matveyev”), zapewne nie zagości w zestawie hitów tego roku. Nawet jako przyprawa.


Tekst: Adrian Fulneczek


Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing