W czwartek odbył się dobroczynny koncert Kameralnej Wielkiej Improwizacji Kabaretowej w Filharmonii Wrocławskiej. O dobroczynności i innych szczególnych cechach KWIK rozmawiała z Dobrosławą Belą oraz Karolem Lisem, Anna Karin.
Anna Karin: Jak pojawił się pomysł zagrania KWIK-u w takiej dobroczynnej kwestii, dla Domu Dziecka w Krzydlinie Małej?
KWIK: Moja ciotka jest lekarką sióstr zakonnych de Notre Dame, przez co zna te siostry i wie, co się w Domach Dziecka dzieje. Wiele pytań nam się przewijało, pomysłów jak zebrać te pieniądze. Był pomysł na zagranie jednej, wielkiej imprezy, czy na zorganizowanie kilku mniejszych i zdecydowaliśmy się na jedną średnio dużą i dwie małe, które byłyby dodatkowymi, żeby ściągać ludzi. Dzięki temu od razu na mniejszych imprezach, ludzie reklamowaliby też tą większą. Byliśmy zaangażowani od początku, pomagaliśmy w organizacji wszystkich trzech przedsięwzięć, koncertu Soyki w Kościele Garnizonowym, KWIK-u i w zeszłym miesiącu spektaklu „Legenda o Abrahamie” w Kościele NMP na Piasku. KWIK ściąga 200-250 osób, więc to było też wyzwanie spróbować się z większą publicznością w Filharmonii.
Czy sądzicie, że humor ma jakieś szczególne połączenie z dobrocią serca?
Wszyscy ludzie, którzy lubią się śmiać są szczęśliwi a jak są szczęśliwi, to są też dobrzy dla innych. Podchodzimy do KWIK-a na luzie, i jest to dla nas hobby, mamy do tego dystans i nie jest to dla nas problemem żeby się zaangażować i jeszcze komuś pomóc przy okazji.
Czy jako KWIK wcześniej robiliście też jakieś inne zrywy solidarności?
Tak, graliśmy w tym roku na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, w klubie Ośrodek koło Kapitolu. Dochód z imprezy był przeznaczony na Wielką Orkiestrę i przy okazji robiliśmy licytacje różnego rodzaju przedmiotów, gadżetów mniejszej lub większej wartości, częściowo sprezentowanych przez sztab Wielkiej Orkiestry i my też licytowaliśmy jeszcze wejście na KWIK-a i możliwość zagrania z nami,
długopisy KWIK-owe, itd. Trzeba pamiętać, że wtedy jeszcze nasza publiczność była mała, głównie studenci, którzy przychodzą na jedno piwo, wiec się zdziwiliśmy, że byli gotowi dodatkowo jeszcze przeznaczyć coś na ten cel, zwłaszcza ze myśmy grali o dzień wcześniej przed wszystkimi imprezami. Zebraliśmy ok. 1300 zł przy sali gdzie była niecała setka ludzi.
O ile wiem, przy okazji imprez na Dom Dziecka też odbyły się aukcje?
Tak, szkoła plastyczna przekazała swoje prace wysokiej jakości, różnego rodzaju grafiki, prace dyplomowe, są też rzeźby, dużo ciekawych i wartościowych rzeczy. Ceny nie były wygórowane jak na jakość tych prac.
Czy oprócz tej licytacji mieliście jakieś specjalne punkty programu na ten występ?
Każdy nasz występ jest inny i wszystko zależy od widowni, jakie sugestie nam dadzą do konkretnych gier. Sugestie powtarzają się rzadko, zresztą my staramy się nie wybierać tych, które już graliśmy do poprzednich gier, bo wtedy nie jest to dla nas żadna atrakcja. Zwłaszcza, że ostatnio, gdy spytałam się w Firleju, ile jest osób, które nas nie znają to było ich 3 czy 5. Publiczności coraz lepiej wychodzi zaskakiwanie nas, zresztą nawet lepiej niż nam zaskakiwanie ich – teraz role się odwróciły.
Ale ten występ miał jednak troszkę inny charakter?
Tak naprawdę teraz zagraliśmy dla innej publiczności, plakaty były w innych miejscach, inne osoby się nimi zainteresowały, miejsce też było inne. Atmosfera zobowiązuje, to jest inaczej niż siedząc w zadymionym Ośrodku przy piwku, gdzie od sceny do widowni jest pół metra. My się nazywamy Kameralna Wielka Improwizacja Kabaretowa i teraz byliśmy bardziej wielcy niż kameralni. Śmiejemy się, ze następnym etapem będzie Hala Stulecia… Zakładaliśmy, że będzie dużo ludzi, którzy o KWIK-u nie słyszeli. Specjalne programy i jakieś mutacje gier sprawdzamy w Firleju, niespodzianki. Ostatnio robiliśmy sobie majówkę, rozłożyliśmy koce i piknik, sugestie od widowni też były w tą stronę. Natomiast tutaj dużo ludzi przyszło z ciekawości i to osoby, którzy wcześniej KWIK-a nie widziały, więc chcieliśmy ich najpierw przyzwyczaić do formy, jaką jest improwizacja a jeśli im się spodobało to zapraszamy ich do Firleja gdzie generalnie jesteśmy już szalejący.
Możecie podać kilka przykładów tych zaskoczeń widowni, o których wspominaliście wcześniej?
Siedmiometrowe berło przebaczenia, Asia musiała zagrać w grze, która nazywa się „osobliwe przyjęcie” a kolega był chłopcem-pleśnią. Kiedyś w stylach teatralnych i filmowych graliśmy niemiecki modernizm, zdarzają się też różne pomysły na miejsca akcji.
Jakoś staracie się stymulować tą pomysłowość?
Ludzie piszą na naszej stronie: Hurra KWIK, już nie mogę się doczekać, wymyślam sugestie! Staramy się od czasu do czasu, jeśli jakaś sugestia nas uderzy, podarować wejście na KWIK. W zaprzyjaźnionym Blue Bar Café, dostaliśmy vouchery, nimi też nagradzaliśmy najlepsze sugestie, tam jest zresztą nasza główna kwatera. Teraz, gdy sugestie są spisywane na kartkach i nie zostaną wykorzystane w grach, to też je zapisujemy na stronie (www.kwik.com.pl). Dostaliśmy informację, że jedna osoba poczuła się doceniona, że chociaż nie było jej w grze, to została zawieszona na stronie i nawet się przyznała do autorstwa. Jakoś żartem, jeśli ktoś dał jakąś fajną sugestię, prosimy, żeby ta osoba się ujawniła na stronie albo Facebooku w celu zemsty. Bo sugestie robią się coraz bardziej wyrafinowane.
Rozmawiała: Anna Karin