Lekko niedysponowany Kult – relacja z koncertu

niedziela 1 listopada 2009




Przyszła jesień, a wraz z nią już tradycyjnie wrocławski koncert zespołu Kult. Tym razem występ legendarnej formacji odbył się w hali Wytwórni Filmów Fabularnych


   Czy jest sens pisania relacji z koncertu Kultu? Trudno mówić o ich występach bez używania truizmów. Wszyscy przecież wiedzą, że panuje na nich niepowtarzalna atmosfera tworzona przez charyzmatycznego wykonawcę i rzeszę wiernych fanów. Postaram się jednak sklecić kilka zdań o czwartkowym występie by nieobecni mogli poczuć choć odrobinę atmosfery, a uczestnicy przypomnieć sobie ten koncert.

   Zanim udało się komukolwiek dostać na teren WFF musiał (przy założeniu, że nie skorzystał z komunikacji miejskiej) znaleźć w pobliskich uliczkach odrobinę miejsca parkingowego. Nie było to łatwe, bowiem Kult zawsze przyciąga na swoje występy dużą liczbę fanów w wieku późniejszym niż młody, a ci niespecjalnie lubują się w jeżdżeniu tramwajami. Gdy już udało nam się dostać do hali – kolejny fenomen Kultu. Chyba żadna formacja nie może cieszyć się tak dużą ilością fanów w jednakowych zespołowych koszulkach.

   Zanim jeszcze na scenę wszedł Kazik z drużyną, publiczność rozgrzał Zacier, czyli Zrzeszenie Artystów Cierpiących i Entuzjastycznie Rżnących. Zespół posiadający liczącą ćwierć wieku historię wykonał swoje największe hity – „Odpad atomowy”, „Niedźwiedź Janusz” i „Kebab w cienkim cieście”. Był to bardzo dobry podkład pod blisko trzygodzinny koncert gwiazdy wieczoru.

   Zaczęło się bardzo dobrze. Pierwszy „Baranek” dostarczył niesamowitych wrażeń, zwłaszcza gdy wypełniona niemal po brzegi hala odśpiewała a cappella refren utworu. Później było jeszcze lepiej – „Pasażer”, „Brooklyńska rada Żydów”, „Gdy nie ma dzieci” i pochodząca z ostatniej płyty „Marysia” rozgrzały atmosferę.

    Niestety w pewnym momencie coś się zaczęło psuć. Źle skonstruowana lista utworów stworzyła wrażenie, że po bardzo szybkim początku zespołowi zabrakło energii. Do tego doszło jeszcze wyraźne niedysponowanie Kazika, który w wielu utworach mylił tekst i gubił tempo. Jednak o ile muzyka potrafiła się obronić, to gdy w przerwach między utworami Kazik próbował rozmawiać z publicznością, nie dało się ukryć, że nie jest tego wieczoru w formie.

   Szczęśliwie koncerty Kultu trwają zawsze długo i Kazik zdążył „powrócić” do formy na końcówkę. W niej znów zespół pokazał co potrafi. „Komu bije dzwon”, „Polska” i „Krew Boga” przypomniały stary dobry Kult. Tradycyjnie już wykonani na koniec przez Kazika „Sowieci” dopełnili całości i nie zmieniła tego nawet pomyłka przy ostatnim refrenie.

   Choć był to zdecydowanie najsłabszy z występów Kultu, które dane mi było widzieć, legenda zespołu nie pozwala mi na całkowite skrytykowanie koncertu. Bo nawet z niedysponowanym Kazikiem jest to i tak jedna z najlepszych polskich formacji.


Tekst: Wojciech Sitarz

Foto: Maciej Zadrożny 

 

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Anonymous, IP 77.250.182.216
2009-11-01 18:06:53

a jak powiem ze nie jest to mnie zbijesz panie_arogancki?



Seweryn, IP 89.101.223.127
2009-11-03 20:07:04

z całym szacunkiem dla Kazia i Kultu ale to samo było na pierwszym koncercie w Cork (a może i nie tylko). Kazik byl poprostu zalany (leżał, siedział na scenie, tekst i tempo gubił, jechał z kartki...). A co dziwne?! (bo w tym momencie staje się to dziwne) ma pretensje ze go okradają ściągając jego muze z neta... tylko ze takim występem On sam niejednego okradł -> i z czasu i z tych paru złociszy.



arysto, IP 89.74.111.148
2009-11-10 12:44:57

albo autor był na wszystkich dwóch koncertach Kultu w swoim życiu, albo nie ma pojęcia czym jest koncert na żywo! Kazimierz był świetnej formie!!! Blisko 3h koncertu i set ponad 30 utworów chyba o czymś świadczą! A, że mylił tekst czy gubił tempo, to jest właśnie urok koncertów! Nawet takie tuzy jak AC/DC, Deep Purple czy ZZ Top miały na koncertach spore wpadki, ale zarówno publika jak i oni sami się tylko uśmiechali i lecieli dalej! Staszewski nie ma już 30 lat i pewną "utratę żywiołowości" można mu wybaczyć! Jedyny zarzut, z którym się zgodzę to miejscami trochę "toporna" setlista.



Magda, IP 87.99.45.106
2009-11-12 23:32:28

oto i inne spojrzenie na sprawę: http://dzienniknakrecaczy.wordpress.com/2009/10/31/kult-w-wff/



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing