Wtorkowe wieczory nie należą we Wrocławiu do zbyt tłocznych. Jeszcze daleko do weekendu, w dodatku, gdy pogoda sprzyja, częściej zapełniają się ogródki piwne niż ciasne wnętrza pubów. Tym niemniej w Lulu Belle Café zebrało się spore grono fanów nie tyle złocistego trunku, co raczej dobrego starego rocka. Starego, lecz dobrze się trzymającego w tej dziwnej epoce, gdzie przedmiotem pożądania raczej jest wokalistka z plastiku lub obciążony złotem muzyk, niż wykonywana muzyka. Jak dobrze trzyma się muzyka rock nowego pokolenia, usłyszeć można było przysłuchując się zespołowi Lady Perfect. Supportujący go zespół Sleep Twitch z rockiem też ma wiele wspólnego.
Wieczór rozpoczynał zespół Sleep Twitch, zupełnie mi nieznany – i chyba tylko mi. Pod sceną już po planowej godzinie rozpoczęcia imprezy zebrała się grupka ludzi wyczekujących rozpoczęcia imprezy. Zadziwiające, ale również wspaniałe z ich strony, bo jak się okazało był to pierwszy koncert tego zespołu. Grupka przyjaciół
inspirowana różnymi nurtami, w tym bluesem, funky i oczywiście rockiem, po latach spotkała się, by stworzyć coś razem i na serio. Wspaniała historia i jeszcze lepsza muzyka, bo gdy tylko pojawili się na scenie, gorąco zagrzewani przez publiczność, dali niezły popis. Jak na pierwszy występ przed szerszą publicznością, szło im zgrabnie. Zaprezentowali kilka własnych kompozycji oraz rovery, w tym Jimmy’ego Hendrixa i Red Hot Chilli Peppers. Jak powiedział mi po koncercie Jan Duraziński (wokal), te dodatki rzecz jasna we własnej ciekawej interpretacji na pierwszych koncertach będą się pojawiać do momentu powiększenia repertuaru. Bowiem co prawda członkowie zespołu znają się już od pewnego czasu, ale praca nad nowymi utworami wciąż trwa. Z przyjemnością więc zapraszam na kolejne koncerty, których, według informacji na stronie internetowej zespołu, odbędzie się niedługo kilka.
Drugi w kolejce, zdecydowany gwóźdź programu, wstąpił na scenę zespól Lady Perfect. I ta formacja wywodząca się z Wrocławia zaprezentowała ciekawe aranżacje utworów nie tylko własnych (dam głowę, że usłyszałem fragment hitu Stachurskiego!). Tu jednak panowie pokazali klasę – zespół powstał w 2006 roku i wyposażony jest w kilka pięknych piosenek, ale też kilka ostrzejszych utworów. W lipcu zeszłego roku pracowali nad demem, po nim jednak słuch się urywa i osobiście na nie nigdy nie natrafiłem, ale z całą stanowczością poświadczę, że kawałki słyszałem i są one dobre! Tym niemniej, po dłuższej współpracy i kilku koncertach – głównie we wrocławskich pubach – muzycy na scenie wyglądają potwornie drętwo, jakby co najmniej nie czuli się komfortowo… W wykonaniu utworów jednak nic takiego nie słychać i spokojnie można się było rozkoszować tym, co zespół robi najlepiej – gra rocka. Mocny głos wokalisty, Mateusza Ławniczka, przebijał się przez salę i upajał spragnionych mocniejszego brzmienia.
Wieczorem tym jestem usatysfakcjonowany – jako fan mocniejszego brzmienia i osoba lubiąca eksperymentować z inną muzyką, idealnie trafiłem na koncert obu zespołów. Bynajmniej muzycy nie muszą być znani, a bilety na ich koncerty kosztować fortuny, by ucieszyć ucho – wystarczy dobrze się rozejrzeć i trafić chociażby na kolejne występy tych dwóch zespołów.
Strona zespołu Sleep Twitch
Strona zespołu Lady Perfect
Tekst: Marcin Seweryn
Foto: Stona zespołu Lady Perfect