Kto, komu przyciął pazurki?

środa 25 stycznia 2012




Wszyscy na to czekali. Bestsellerowa trylogia Stiega Larssona „Millenium” aż prosiła się o filmową adaptację. Pierwsi byli rodacy autora, ale Amerykanie nie mogli być gorsi od Szwedów i w niecały rok od premiery szwedzkich filmów została ogłoszona informacja o przygotowaniach do nakręcenia amerykańskiej adaptacji. Wkrótce gruchnęła też wiadomość, że reżyserii podjął się legendarny David Fincher – człowiek od mocnego, zaskakującego i poruszającego kina („Siedem”, „Gra”, Podziemny krąg”).

Fani książki szykowali się na swojego „Władcę Pierścieni”. Fani Davida Finchera ostrzyli zęby na film pełen wysmakowanych wątków, szokujących ujęć i poruszającej głębi, która pozwoli zajrzeć w mroczne i zimne dusze ludzi z północy. Trailery podgrzewały atmosferę, a marketingowcy zamiast klasycznych już figurek z postaciami filmowymi stworzyli wraz ze sklepami H&M „The Dragon Tatoo Collection” – serię ubrań zaprojektowaną przez twórczynię kostiumów do filmu Finchera. Wreszcie nadeszła chłodna pora roku i by lepiej korespondować z zimnym klimatem Szwecji, do kin weszła „Dziewczyna z tatuażem”.

Blisko dwu i półgodzinne dzieło otwiera niezwykła sekwencja początkowa, której towarzyszy energetyzujący, cover Led Zeppelin przywodzący wspomnienie pierwszego „Matrixa”. Czyżby oczekiwania zaczynały się spełniać? David Fincher za chwilę pokaże swój pazur? Wraz z rozwojem akcji przekonujemy się, że w użyciu był nie tylko pilnik do pazurów, ale co gorsza nożyczki. Ale dość metafor.

Niniejszą recenzję piszę z punktu widzenia kinomana. Oglądam film jako samodzielne dzieło, bez dodatkowej wiedzy o świecie przedstawionym w książce. Mamy zagadkę kryminalną, w której prawda, rozbita na drobne kawałki, 40 lat czekała, aby ją pieczołowicie poukładać z powrotem. Dziennikarz Mikael Blomkvist (Daniel Craig), który stracił reputację w przegranym procesie o zniesławianie, otrzymuje nagle tajemnicze zlecenie. Ma znaleźć mordercę siostrzenicy jednego z najbogatszych ludzi w Szwecji. Aby dojść prawdy osiedla się na wyspie, gdzie w okolicznych posiadłościach mieszka skłócona ze sobą i ekscentryczna rodzina Vangerów. Drobiazgowe badania archiwalnych materiałów przyniosą zaskakujące i przerażające odkrycia... 

Tylko o co chodzi z tym tatuażem? Otóż w drugim, równoważnym planie filmu poznajemy Lisbeth Salander (w tej roli Rooney Mara) hakerkę, reasercherkę, o ekstrawaganckim emo-wyglądzie i niewyparzonym języku. To ona posiada tytułowy tatuaż na plecach. Perfekcyjna w pracy i agresywna w sytuacjach zagrożenia, dziewczyna ma jeden słaby punkt. Jest ubezwłasnowolniona prawnie, przez co o jej życiu decyduje kurator. To jej zadaniem jest wniesienie do filmu-o-rozwiązywaniu-rodzinnej-zagadki-kryminalnej powiewu hakerskiej nowoczesności, tajemnicy i graniczącej z perwersją seksualności. Jak łatwo się domyśleć dziennikarz i hakerka będą razem odkrywać sekrety rodziny Vangerów.

Za Gombrowiczem mam chęć zapytać: „Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca?”. Film jest poprawny, a może po prostu obojętny, bez emocji. Brutalne sceny pokazane są o niebo delikatniej, niż to miało miejsce w „Siedem”. Historia rozwija się linearnie i w sumie mało zaskakująco – w końcu dawno temu Agatha Christie nauczyła nas, że winny zostaje odnaleziony, nawet jeśli wydaje się nie istnieć. Wśród aktorów, obok Daniela Craiga, po raz kolejny przekonującego, że jest wszechstronnym rzemieślnikiem, wyróżnia się Rooney Mara, która robi wrażenie makijażem, strojem i zbuntowanym spojrzeniem. Dopracowana jest (wprost z Ikei) scenografia i drugi plan, nawet kot poprowadzony został w iście hollywoodzkim stylu. Tylko... Szczerze? Film mnie pod koniec odrobinę zmęczył. Z wielkiej chmury popadał mały deszczyk przypominający raczej zjedzenie BigMaca – w pewnym sensie jest smaczny, ale zaraz o nim zapominasz.

Szkoda tylko przesłania, które umyka w tym wszystkim. Przesłania w formie protestu przeciwko przemocy stosowanej wobec kobiet. Pamiętajmy, że książka w języku szwedzkim ma tytuł taki, jak w polskim tłumaczeniu: „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Anglosasi tymczasem zdecydowali się na zmianę tytułu na „Dziewczynę z tatuażem smoka”. Czyżby zadziałał odruch autocenzury, która ostrzega, że nienawiść wobec kobiet jest niepoprawna politycznie? Trudno ocenić.

Podsumowując, jeśli czytaliście książkę, to idźcie zobaczyć swoich bohaterów w doborowej obsadzie. Jeśli widzieliście filmy szwedzkie, to idźcie zobaczyć jak to zrobili Amerykanie. Natomiast, jeżeli nie czytaliście książki i nie możecie zrozumieć na czym polega fenomen trylogii „Millenium”? Cóż... Ten film z pewnością wam nie pomoże. 

tekst: Łukasz Kulewski

Recenzja powstała dzięku uprzejmości Kina Helios | Kazimierza Wielkiego




Dodaj do:







Komentarze


Barbara, IP 83.5.58.87
2012-01-25 22:24:02

Świetna, błyskotliwa recenzja. Szczególnie podobało mi się zakończenie :-)



Marc, IP 194.187.145.100
2012-01-27 08:47:08

BARDZO dobrze napisane. Filmu jeszcze nie widziałem, ale podchodzę do niego z dużym sceptycyzmem. Filmy traktuję jako odrębne dzieła, więc takiego poglądu było mi trzeba.



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing