Przybyli w czterdziestoosobowej grupie kibice Jagiellonii Białystok w trakcie meczu ze Śląskiem wywiesili transparent z liczbą 33 i znakiem zapytania. Miał on wyrażać wątpliwości, czy spotkanie na Oporowskiej będzie kolejnym wyjazdowym pojedynkiem bez zwycięstwa ich ulubieńców. Piłkarze Michała Probierza sprawili im jednak miłą niespodziankę i po golach Jarosława Laty i Remigiusza Jezierskiego wywieźli z Wrocławia trzy punkty.
Fatalna wyjazdowa dyspozycja Jagiellonii od dwóch sezonów była jedną z największych ligowych zagadek. 32 kolejki bez zwycięstwa na obcym stadionie były ewenementem na skalę europejską zwłaszcza, że u siebie Żubry potrafiły wygrywać ze wszystkimi. Wraz z nową rundą piłkarze spod wschodniej granicy mieli zmienić tę wstydliwą statystykę. Podczas pierwszej wiosennej kolejki w Kielcach nie udało się, ale w sobotę do Wrocławia zespół pojechał wzmocniony Rafałem Grzybem. - To najlepszy defensywny pomocnik w Polsce. Polecam go uwadze trenera Smudy - zachwalał po meczu nowego-starego podopiecznego Michał Probierz, który prowadził go już w Polonii Bytom. To właśnie były gracz klubu ze Śląska wraz z kolegami z linii pomocy i cofniętym Tomaszem Frankowskim mieli okazać się kluczem do przełamania niemocy gości.
Jagiellonia przez pierwsze 45 minut grała wspaniale. Szybkie wymiany piłki, akcje kombinacyjne aktywnego środka boiska i szczególnie niebezpieczne zagrania z prawego skrzydła (zwłaszcza, gdy operował tam Jarosław Lato wsparty Norambueną) kontrastowały z topornym momentami stylem gry Śląska. W drużynie gospodarzy jakąkolwiek chęć dorównania rywalom wykazywał tylko Sebastian Mila, wsparty aktywnym Vukiem Sotirovicem, a linia środkowa wrocławian, osłabiona brakiem Łukasiewicza i Dudka, nie potrafiła podjąć walki z walecznymi piłkarzami gości. - Z Hermesem i Grzybem zdominowaliśmy tę strefę - podkreślał po meczu Tomasz Frankowski, który już w 7 minucie umieścił piłkę w siatce debiutującego przed własną publicznością Mariana Kelemena. Na jego nieszczęście sędzia liniowy dopatrzył się w tej akcji pozycji spalonej i gol nie został uznany.
Było to pierwsze ostrzeżenie dla WKS-u, z którego gospodarze chyba nie wyciągnęli żadnych wniosków. Chwilę później po wspaniałej akcji Jagi w polu karnym świetną okazję miał Maycon i tylko dobrej dyspozycji Kelemena oraz niezbyt silnemu uderzeniu napastnika gości wrocławianie mogli zawdzięczać to, że nie przegrywali wówczas 0:1. Gospodarzy było stać na akcję Ćwielonga, po której wprost w Sandomierskiego uderzył Sotirovic, i kąśliwy strzał Mili, który o centymetry minął lewy słupek bramki gości. Potem przewagę zyskiwali goście, których ataki raz za razem sunęły prawą stroną boiska. Aktywny był występujący na boku defensywy Norambuena, który wspierał Latę, często zmieniającego się stronami z Jezierskim. Po jednej z takich akcji rozpoczętej na skrzydle, na 18 metrze padł faulowany Grzyb i prowadzący te zawody Dawid Piasecki podyktował rzut wolny dla gości.
Był to kluczowy moment tego spotkania, bo chwilę potem Jagiellonia cieszyła się z prowadzenia. Piłkę w miejscu wskazanym przez arbitra ustawił Frankowski, wziął krótki rozbieg i... wyłożył piłkę Lacie, który płaskim strzałem przy słupku pokonał Kelemena. Chwilę potem również ze stałego fragmentu gry mogli wyrównać gospodarze, ale Sebastian Mila minimalnie chybił z 24 metra. Późniejsze próby Śląska przypominały już walenie głową w dobrze zbudowany białostocki mur, który nie drgnął już do końca pierwszej połowy i do szatni goście schodzili z jednobramkową przewagą.
Druga część meczu nie była już prowadzona w tak szybkim tempie. Wprawdzie zaraz po wznowieniu gry groźną akcję Śląska na dwa razy próbował zamykać Spahic, ale nie przyniosło to efektu bramkowego. Tymczasem kilka minut później sytuacja gospodarzy stała się jeszcze gorsza. Strzałem z serii „stadiony świata” popisał się mało widoczny do tego momentu Remigiusz Jezierski, który uderzeniem z woleja umieścił piłkę niemalże w okienku bramki Kelemena, który mógł jedynie wyjąć futbolówkę z siatki. - Każdy zespół jest w takich akcjach bezradny - mówił na konferencji pomeczowej Ryszard Tarasiewicza. Trener Śląska wie, co mówi - w końcu sam w przeszłości słynął z doskonałych strzałów.
Od tego momentu goście zadowoleni z prowadzenia, oddali pole wrocławianom i skupili się na pilnowaniu wyniku. Z ich dobrze dysponowaną obroną nie potrafili sobie poradzić gospodarze, a próby strzałów z dystansu w wykonaniu Mili i Ćwielonga były albo blokowane, albo szybowały nad bramką. Przy takiej grze Śląska emocje w tym spotkaniu mogły się skończyć w 70. minucie. Kamil Grosicki od połowy boiska biegł sam z piłką naprzeciw Mariana Kelemena, wpadł w pole karne, minął golkipera, złożył się do strzału, ale bramkarz gości w sobie tylko znany sposób zdołał jeszcze nakryć piłkę rękoma i przedłużył szansę swojego zespołu. Otrzymał za to zagranie owację na stojąco od pięciotysięcznej wrocławskiej widowni. - Szkoda, że Kamil tego nie wykorzystał, bo wtedy zrobilibyśmy coś wielkiego -żałował po spotkaniu Tomasz Frankowski.
Zamiast pewnego zwycięstwa, od 78. minuty Żubry miały więc nerwówkę, bo Piotr Celeban wykorzystał dośrodkowanie Sebastiana Mili z rzutu rożnego i głową zdobył bramkę kontaktową. Od tego czasu Śląsk ewidentnie „poczuł krew” i ze wszystkich sił dążył do wyrównania. Za linią boczną wychodził z siebie Michał Probierz, którego podopieczni mieli problemy z agresywnym pressingiem w wykonaniu zdeterminowanych gospodarzy. - Gdybym nie przeżywał meczów na zewnątrz, tylko w sobie, to może by mnie już nie było - mówił o swoim zachowaniu opiekun gości. Na szczęście dla Jagi gospodarze nie potrafili stworzyć stuprocentowej sytuacji. Takie stworzyli sobie za to goście, ale najpierw Kelemena po strzale Laty zaasekurował obrońca, a kilka chwil później golkiper już sam poradził sobie z uderzeniem aktywnego tego dnia blondwłosego skrzydłowego. Niedługo po tej interwencji Dawid Piasecki zakończył sobotnie zawody i gracze Jagiellonii mogli rozpocząć świętowanie pierwszego od niepamiętnych czasów zwycięstwa na wyjeździe. - W niemałej ilości meczów byliśmy zespołem lepszym, ale po pierwszej bramce brakowało potwierdzenia drugą. Dzisiaj zrobił to Remek Jezierski.
Po meczu powiedzieli:
Michał Probierz (trener Jagiellonii): Z każdym meczem bez zwycięstwa ta presja była coraz większa. Świadczy o tym nawet ta flaga, którą wywiesili kibice. Jeszcze raz pochwalę chłopaków, że byli dzisiaj zespołem, że od początku narzucili swój styl gry. Szkoda tej sytuacji Kamila Grosickiego, bo mogliśmy spokojnie dowieźć zwycięstwo do końca, a tak mieliśmy bardzo nerwową końcówkę.
Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska): Bez względu na przeciwnika w polskiej lidze nie można przegrywać meczów u siebie. Uważam, że Jagiellonia wcale nie grała lepiej niż Polonia Bytom. Graliśmy dzisiaj w pierwszej połowie jakby z jakimś niepojętym dla mnie bagażem psychicznym. Popełnialiśmy dużo błędów technicznych, a w takiej sytuacji zawsze są problemy z konstruowaniem gry.
Rafał Grzyb (Jagiellonia): Te punkty bardzo cieszą, bo kompletu na wyjeździe Jagiellonia nie zdobyła od 32 kolejek. Cieszę się też, że trafiłem do klubu, gdzie mogę normalnie trenować. Te oczka są bardzo ważne, bo każda drużyna będzie o nie wiosną jeszcze bardziej walczyć i o utrzymanie nie będzie wcale tak łatwo.
Remigiusz Jezierski (Jagiellonia): Cieszymy się, że po 32 meczach przełamaliśmy tę passę i mamy nadzieję, że od tej pory będziemy się piąć w górę. To, że znam stadion na Oporowskiej, nie miało znaczenia przy moim trafieniu. W końcu każda bramka wymiarowo jest taka sama. Mieliśmy dobrą okazję i ją wykorzystałem.
Sebastian Mila (Śląsk): Dzisiaj przegraliśmy i gratulujemy Jagiellonii zwycięstwa. My musimy wyciągnąć wnioski i na pewno na najbliższych odprawach dowiemy się, gdzie popełniliśmy błędy i z Lechią już ich nie powtórzymy. Musimy być bardziej skoncentrowani w pierwszej połowie, bo dzisiaj tam myliliśmy się bardzo często. Teraz jednak nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i interesuje nas tylko zwycięstwo w kolejnych spotkaniach.
Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 1:2 (0:1)
0:1 Lato 33
0:2 Jezierski 51;
1:2 Celeban 78'
Śląsk: Kelemen - Wołczek, Celeban,Fojut, Pawelec, Madej, Sztylka, Mila,
Spahic (Łudziński 88'), Ćwielong, Sotirovic.
Jagiellonia: Sandomierski - Thiago, Skerla, El Mehdi, Alexis, Maycon
(Grosicki 58'), Grzyb, Hermes, Lato, Frankowski (Burkhardt 77'), Jezierski (Bruno 68').
Żółte kartki: Sztylka, Sandomierski
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk).
Widzów: 5000 (gości 40).
Tekst: Mateusz Dębowicz