Na ten koncert czekałem od samego początku festiwalu. Z każdym kolejnym dniem rosła moja ciekawość oraz niechęć do DJskich prezentacji martwych dla mnie dźwięków generowanych za pośrednictwem komputerów i mixerskich konsolet. Coraz mniej albo i wcale nie było w tym dla mnie muzyki...
A wystarczyło ośmiu synów czarnoskórego jazzmana z Chicago, Philla Corhana. Czterech zagrało na trąbkach, dwóch złapało za puzony i dwóch za tuby. Przyprawili to porcją rapowania, dołożyli sprawnego perkusistę i Arsenał oszalał! Przepis niby prosty, ale to co usłyszeliśmy owego wieczoru z klubowej sceny było wyjątkowe, przeszło moje najskrytsze oczekiwania. I potwierdziło w pełnej rozciągłości zdecydowaną wyższość Prawdziwej Muzyki, tej granej przez prawdziwych muzyków na prawdziwych, klasycznych instrumentach we wspólnej interakcji - nad produkcjami komputerowymi.
Był rytm. Było fantastyczne brzmienie. Były rozmowy z publicznością, płynnie przechodzące w rap, a potem grę na instrumentach. Był dialog muzyków z muzykami oraz z publicznością. Było żywe, wspaniałe widowisko.
I było coś takiego, co zdarza mi się na koncertach niezmiernie rzadko, a jest wspaniałym przeżyciem. W pewnym momencie zamknąłem oczy i dałem sią porwać muzyce. Całkowite zatracenie się, oderwanie od rzeczywistości, odlot w kosmos - bez żadnych używek. Oczyszczenie ze złogów po "Wkraczaniu w pustkę" Gaspara Noe. Filmu, który podprogowo naśmiecił w mojej głowie i drążył moje myśli od momentu zakończenia projekcji...
I przyznać muszę, że całkowicie świadomie zakończyłem ten wieczór na tym koncercie. Nie ma relacji z pozostałych występów. Chęć zatrzymania tak pozytywnych wrażeń, nie skażonych niczym innym, wzięła góre nad poczuciem dziennikarskiego obowiązku. Czuję się prawie jak buntownik, gotów jestem ponieść wszelkie konsekwencje tego niegodnego czynu - ale niczego nie żałuję!
Zakończę dzisiejsze pisanie cytatem z wypowiedzi Daniela Kahna, twórcy z zupełnie innego świata muzycznego: Z mówieniem i pisaniem o muzyce jest dokładnie tak samo jak z tańczeniem o architekturze. To trzeba albo tworzyć i grać, albo też słuchać i przeżywać. Jedno i drugie na własny, niepowtarzalny sposób... Nic tego nie zastąpi.
Tekst: Lech Basel
Foto: Sławomir Bernaś
Relacje "na żywo" z festiwalu publikujemy na naszym profilu facebook
Pełny progam 10. edycji ENH
Więcej o ENH