Pewnie nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że po francusku mówi się nie tylko we Francji, ale również w innych krajach a nawet w Polsce – zwłaszcza w ramach Dni Krajów Francuskojęzycznych. Tegoroczne ich wydanie, hucznie rozpoczęto we Wrocławiu koncertem artystki młodego pokolenia Olivii Ruiz. Jednej z finalistek „Idola”, zwanego w kraju Edith Piaf, „Star Academy” z 2001 roku, udało się pokonać etykietkę teleshow i jest obecnie jednym z objawień muzyki francuskiej.
W szczególnej mieszance wpływów Olivii Ruiz krytyka widzi świeże spojrzenia na wielkie dziedzictwo francuskiej piosenki. W 2005 roku otrzymała ona statuetkę Wiktora Muzyki za płytę „Je n’aime pas l’amour” („Nie lubię miłości”), w tym roku zaś całkiem niedawno dwie nagrody Wiktora dla Najlepszej Kobiety Muzyka 2010 oraz za klip „Elle Panique” („Ona panikuje”). Jej płyta „Femme Chocolat” („Kobieta Czekolada”) zdobyła status diamentowej,
sprzedając ponad milion egzemplarzy, co jest nie lada wydarzeniem w czasach kryzysu.
To pierwszy koncert artystki w Polsce i wybrała na niego właśnie Wrocław, dokąd zresztą obiecywała wrócić. Publiczność została ujęta przede wszystkim spontanicznością oraz ciekawym stylem naif, w estetyce retro, pełnym kolorów i niewątpliwie kokieterii, konceptualnie błądzącym między Roaldem Dahlem a Timem Burtonem. Wymiany żartów z publicznością, anegdoty z życia i codzienności artystki, przeplatały się z piosenkami. Dla tych intermediów na pewno warto było uczyć się francuskiego. Olivia śpiewała zwłaszcza swoje własne piosenki (do ostatniej płyty to ona pisała w całości teksty), ale również kilka szlagierów piosenki francuskiej czy hiszpańskiej, oddając hołd swoim, w dużej części hiszpańskim, korzeniom. Na pewno świetnie wyraża to nie tylko kulturę samej Francji, ale i innych krajów francuskojęzycznych, gdzie mówi się też innymi językami.
Warto zaznaczyć, że artystka, reprezentująca Nouvelle Chanson (dosłownie Nową Piosenkę) wraz z zespołem muzyków grających na różnych ciekawych instrumentach (np. ukulele) reprezentuje swoistą klasę kulturalną. Słowa poetyckie, o lękach codzienności, jej maleńkich zawirowaniach, pełne są surrealizmu i elementów metaforycznych, w ostatecznym efekcie zaś energetyzują i dodają optymizmu. Język francuski natomiast jest tutaj zarówno wehikułem jak i instrumentem przekazu.
Organizatorzy zgotowali jeszcze sporo ciekawych wydarzeń w ramach Dni Krajów Francuskojęzycznych we Wrocławiu, na pewno warto się im przyjrzeć w naszym kalendarzu.
Tekst: Anna Karin
Foto: Materiały Prasowe