Baśń nie dla dzieci - recenzja filmu "Alicja w Krainie Czarów"

wtorek 9 marca 2010




Od pojawienia się pierwszych informacji o tym filmie miałem ogromną nadzieję, że spod ręki Tima Burtona wyjdzie oniryczna makabra w stylu gry komputerowej „American McGee's Alice”. Czekałem na Alicję o podkrążonych oczach, która za pomocą rzeźnickiego noża toruje sobie drogę przez mroczną Krainę Czarów. Moje marzenia nie spełniły się, ale nie jestem zawiedziony. Burtonowska „Alicja w Krainie Czarów” to wspaniała, niepokojąca baśń, nosząca charakterystyczny rys wyobraźni swojego twórcy.


   Fabuła „Alicji” luźno nawiązuje do oryginalnych wątków powieści Lewisa Carolla. Niektóre sceny są niemal identyczne, jak w pierwowzorze. Ogromna ich część jest jednak całkowicie swobodną wariacją twórców na temat znanej historii. Alicja, Źródło: Materiały prasoweosiągnąwszy wiek odpowiedni do zamążpójścia, zostaje zaproszona na pełne surowych dam i wyniosłych mężczyzn przyjęcie zaręczynowe. Dziewczyna z pewnością nie miała by nic przeciwko temu, by wziąć udział w takim przyjęciu, gdyby nie pewien szczegół. Otóż dowiaduje się, że to jej własne przyjęcie zaręczynowe, a oświadczyć ma się jej chodzący dowód na upadek męskości – fajtłapowaty i egoistyczny rudzielec Hamish. Z opresji ratuje Alicję białe futerko przemykającego pod żywopłotem królika. Dziewczyna rusza ochoczo w pogoń, która doprowadza ją do króliczej nory...

   Przetworzona przez zwichrowaną wyobraźnię Tima Burtona opowieść o Alicji stała się nastrojową baśnią o dojrzewaniu do wolności. Burtonowska „Alicja” jest niepokojąca, miejscami mroczna, ale przede wszystkim piękna. Surrealistyczna scenografia i groteskowe postacie z Krainy Czarów tworzą świat, którego nie chce się opuszczać aż do ostatniego kadru. Tym bardziej, że autorzy filmu nieustannie dostarczają widzowi nowych atrakcji, nie dając mu tym samym zbyt wielu okazji do spuszczenia oka z ekranu. Jedynie momenty wymagające większego ładunku emocjonalnego wypadają słabiej, ale czy ktokolwiek oczekuje od baśni psychologicznej wiwisekcji? Ten obraz mógłby być swego rodzaju manifestem twórczym reżysera. Znakiem rozpoznawczym Tima Burtona jest własny, konsekwentny styl, tak zdecydowanie różny od produkcyjnej masy z Fabryki Snów. Jego siłą jest ogromna swoboda twórcza, a „Alicję” śmiało można nazwać filmową apoteozą osobistej wolności.
 
   Warto dodać na koniec dwie uwagi praktyczne. Po pierwsze, wbrew powszechnemu przekonaniu, to nie jest film dla dzieci! Ograniczenie dystrybutora wprowadza granicę 10 lat, ale nie widziałem, żeby ktokolwiek zwracał na to uwagę. Kilkuletnie maluchy radośnie zasiadają w kinowych fotelach ze swoimi mamami, często tylko po to, żeby po 30 minutach projekcji wychodzić z płaczem z sali. Niestety, wciąż pokutuje przekonanie, że jeśli cokolwiek wiąże się z bajkami, to koniecznie musi być dla dzieci. Nie jest! Po drugie, jeśli ktoś chce cieszyć oczy urokiem Krainy Czarów, nie powinien bać się wersji z dubbingiem. Jego wykonanie nie pozostawia nic do życzenia, a Kasia Figura jako Królowa Kier jest absolutnie wspaniała.

   Co prawda, „Alicji w Krainie Czarów” brakuje nieco do klasy „Gnijącej Panny Młodej”, którą uważam za najlepszy film Burtona, ale to wciąż doskonałe kino. Jeśli więc nie przeraża kogoś groteskowa hybryda jednej z ukochanych bajek z dzieciństwa z „Joanną d'Arc” i „Władcą Pierścieni”, niech zostawi w domu młodsze rodzeństwo i pobiegnie łapać białego królika.


Tekst: Jakub Golis

Foto: Materiały prasowe

 

więcej artykułów




Dodaj do:







Komentarze


Świta- Zryta, IP 78.8.225.129
2010-03-11 09:13:39

Pana Redaktora - Dyrektora?! Zapraszam:) ps. I wszystko JaaaSne:0



Anonymous, IP 78.8.153.45
2010-03-15 16:58:54

rozczarowanie jedno nawet 3D rozczarowuje



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing